Unikanie dwóch skrajności

— ks. Peter Hocken

W historii Kościoła, w myśleniu o cierpieniu, pojawiały się dwie skrajności: pierwszą jest myślenie, że cierpienie jest pożądane samo w sobie i powinno być propagowane. Ten sposób myślenia jest bardziej zauważalny w tradycji katolickiej. Niekiedy przybierał on wręcz postać tęsknoty za cierpieniem. Podłoże było dobre – taka postawa wynikała bowiem z tęsknoty za głębszym zjednoczeniem z Jezusem. W takim podejściu zapomina się jednak, że cierpienie jest nieodłącznie powiązane ze złem. Skupienie się na samych cierpieniach Jezusa rodzi coś zniekształconego. Często przejaskrawia się wtedy cierpienie kosztem przesłania o odkupieniu.  Drugą skrajnością jest przekonanie, że poprzez wiarę można całkowicie uniknąć cierpienia. Ruchy zielonoświątkowe i charyzmatyczne podkreślały, że chory chrześcijanin powinien oczekiwać uzdrowienia z racji tego, co Jezus uczynił na krzyżu. Takie podejście często prowadziło do wniosku, że jeśli ludzie nie zostali uzdrowieni po modlitwie, powodem był ich brak wiary. To myślenie obecne jest szczególnie w teologii dobrobytu.  W temacie uzdrowienia i cierpienia potrzebna jest przede wszystkim równowaga, którą możemy osiągnąć tylko w kontekście całościowej wizji Bożego planu zmierzającego do powtórnego przyjścia Pana i chwały nadchodzącego Królestwa.

Wersety

1P 2,24;Hbr 12,2;Łk 12,50

Zadanie

Zastanów się jak do tej pory myślałeś o cierpieniu i chorobie. Jak o tym temacie mówi się w twoim kościele, wspólnocie? Czy któraś z opisanych tendencji jest ci bliższa? Czy coś zmieniło się po wysłuchaniu tego nauczania?